czwartek, 17 maja 2018

Kilka słów o kościach



Jak już wspominałam, od jakiegoś czasu gram i prowadzę sesje RPG. Siedząc po obu stronach stołu zauważyłam, bardzo różnorodne kości. Jednocześnie mam do wielu rzeczy w życiu bardzo proste podejście: przede wszystkim mają być funkcjonalne. Dlatego postanowiłam tutaj podzielić się swoimi przemyśleniami na temat tego, jakich kości nie chciałabym używać.

Po pierwsze: Kości bogato zdobione.
Czasem producent chce zrobić bardzo ładną kostkę. i dlatego bardzo bogato i intensywnie ją zdobi. Tych kości ani nie chciałabym używać sama, ani nie lubię kiedy korzystają z nich moi gracze, ponieważ taka kostka rzeczywiście bardzo ładnie wygląda, do momentu, kiedy człowiek chciałby zobaczyć co właściwie wyrzucił.




Po drugie: Kości duże.
Kostki pojawiają się w bardzo wielu kształtach i rozmiarach. Czasem bardzo bezsensownych, jak na przykład k20 wielkości piłeczki pingpongowej.




Po trzecie: Kości miniaturowe.
O ile jeszcze duże kości można bronić tym, że lepiej na nich widać cyferki, tak nie potrafię znaleź zastosowania dla kostek mniejszych od jednogroszówki. Może poza tym, że ładnie wygląda.




Po czwarte: Kości metalowe.

Rzeczywiście ładnie prezentują się na zdjęciach. Ale w ręku są wyjątkowo ciężkie i osobiście prędzej zastosowałabym je jako pociski do procy niż kości.


Oczywiście to w dużej części moje osobiste preferencje i jeśli ktoś uwielbia takie kości to niech ich śmiało używa. Chociaż osobiście zawsze proszę graczy, żeby używali kości, na których można łatwo odczytać wynik.

poniedziałek, 14 maja 2018

Harry Potter i sprawa tolerancji



Dzisiaj chciałam porozmawiać o książkach, na których się wychowałam. Kiedy byłam w szkole podstawowej zaczytywałam się w kolejnych tomach Harry'ego Pottera całkowicie bezkrytycznie. Kiedy zrobiłam się trochę starsza, przestałam być w stanie podchodzić do czegokolwiek w ten sposób. Przy powrocie do serii, po czytaniu niezliczonych dyskusji fanowskich na jej temat, a także uwrażliwiona na problem rasizmu w społeczeństwie, nagle zauważyłam, że świat czarodziejów w Harry'm Potterze wcale nie jest tak przyjazny jak mógłby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Oczywiście, wszyscy wiemy, że Voldemort jest zły i że dobrzy czarodzieje nie będą go popierać. Tylko że, sprawa jest tu znacznie bardziej skomplikowana.

Przede wszystkim, jedynymi mugolami jakich mamy okazję poznać są Dursleyowie, których książki portretują jako głupich, naiwnych i przede wszystkim znęcających się nad Harrym bo nie znoszą magii. Jednocześnie, kiedy spojrzymy na książki z innej perspektywy, to możemy zauważyć, że oni nie mają powodów, żeby tę magię lubić.

Przede wszystkim, strach przed nieznanym, leży bardzo głęboko w ludzkiej naturze, a magia jest właśnie taką dziwną siłą której nie mogą kontrolować, ani przed którą nie mogą się bronić. Dodatkowo w ciągu wszystkich siedmiu tomów z powodu magii spotkały ich same nieszczęścia i upokorzenia. Najpierw Dumbledore podrzuca im dziecko, którego nie chcą i którego nie będą w stanie wychować i wcale nie wiemy czy Harry, nie kontrolując swoich mocy nie sprawiał problemów, których mugole nie byli w stanie rozwiązać. Jednocześnie już w Kamieniu filozoficznym, możemy zobaczyć jak dom Dursleyów zostaje oblężony i zaśmiecony przez sowy. Dursleyowie czują się tak zastraszeni, że usiłują uciekać z własnego domu, gdzie znajduje ich Hagrid. Hagrid, wyważa drzwi do ich kryjówki, transformuje Dudley'a w świnkę i porywa Harry'ego. Pod koniec tomu nawet radzi mu, wykorzystywać niewiedzę swoich opiekunów i grozić im, ponownym transformowaniem ich w coś nieprzyjemnego.

W Komnacie Tajemnic do domu Dursleyów przybywa cudzy, nieproszony skrzat domowy, który psuje spotkanie służbowe mogące zaważyć o przyszłości kariery Vernona. A później Wesley'owie porywają Harry'ego.

We Więźniu Azkabanu, Harry zamienia ciotkę w balona i ucieka z domu, zostawiając ją fruwającą bezwolnie nad miastem.

W Czarze Ognia, Harry szantażuje Dursleyów, że powie Syriuszowi Blackowi - w dalszym ciągu przez większość świata uważanego za mordercę - że go źle traktują, jeśli nie pozwolą mu wybrać się na mecz Quiddicha. W listach do przyjaciół, Harry nie używa sformułowania "moi krewni" "mój wuj i ciotka" cz "wujostwo" tylko "moi mugole", a Weasley'owie przybywając do domu Dursleyów, wysadzają im w powietrze kominek.

W Zakonie Feniksa, Dudley zostaje zaatakowany przez Dementora.

W Księciu Półkrwi, Dumbledore wchodzi do domu. Może jest to ich najmniej nieprzyjemne spotkanie z czarodziejami, jednak w dalszym ciągu wchodzi nieproszony i rozgaszcza się jakby był u siebie, w dodatku, używając magii, czego Dursleowie sobie nigdy nie życzyli.

Podsumowując te sześć tomów, nikt z bohaterów - podkreślmy tu jeszcze raz pozytywnych bohaterów - nie okazywał im żadnego szacunku. Co więcej spotykali się z ciągłymi groźbami i przemocą ze strony czarodziejów (bo trudno mi inaczej nazwać transmutowanie dziecka w świnkę).




I takie działania, nie są jednostkowe. Ministerstwo magii czyści mugolom pamięć, jeśli natkną się na jakiś przejaw magii. I tak, robią to dla własnej ochrony. Ale czy możecie sobie wyobrazić bardziej intymne ingerowanie w czyjeś życie niż manipulowanie jego wspomnieniami? I jak dowiadujemy się z Księcia Półkrwi to działało nie tylko w Wielkiej Brytanii. Czarodzieje najwyraźniej nie mają żadnych moralnych oporów przed mieszaniem w głowach przywódcom obcych państw, tylko dlatego, że minister magii musi porozmawiać z brytyjskim premierem.




Nawet Hogwart - instytucja podobno postępowa i promugolska - uczy swoich uczniów jak przetrwać w świecie czarodziejów. Nikt nawet nie zakłada, że magiczne dzieci mogą chcieć żyć wśród mugoli. Robić karierę jako prawnicy, fizycy, chemicy, astronauci, Nie. Dzieci w Hogwarcie uczą się wróżenia, wróżenia z gwiad, rzucania zaklęć, warzenia eliksirów... I zapewne są to bardzo istotne umiejętności dla czarodziejów, tylko nie uczy ich to o różnorodności świata. O tym, że mugole też mają cywilizację (owszem, są lekcje mugoloznawstwa, ale po pierwsze są nieobowiązkowe, po drugie, prowadzone z perspektywy czarodziejów). I po zapwenieniu takiej edukacji, uczniowie zostają już w świecie magii, który wydaje im się znacznie bardziej interesujący. Nawet jeśli ma to oznaczać dla nich zerwanie kontaktu z rodzicami. Pewnym ekstremalnym przykładem może być tu Hermiona, która w tomie siódmym wymazała swoim rodzicom pamięć o sobie. Tak, może zależało jej na tym, żeby ich chronić. Ale czy na pewno to było wszystko co ją motywowało?




Jednocześnie nie tylko mugole byli traktowani jak gorszy gatunek człowieka. W końcu mamy skrzaty domowe, które pracują dla czarodziejów bez żadnego wynagrodzenia. Mamy centaury, które chociaż są równie inteligentne co ludzie muszą ukrywać się w lesie. Mamy olbrzymi i pół-olbrzymy, które również nie mogą integrować się z czarodziejską społecznością. Jak wielkim szokiem było przyjęcie Hagrida do Hogwartu? Z jakim obrzydzeniem Madame Maxime zareagowała na informację, że Hagrid jest półolbrzymem?

Czy na prawdę tak wygląda przyjazne otwarte i tolerancyjne społeczeństwo? I czy naprawdę przy takim sposobie myślenia o innych rasach wspieranym przez instytucje trudno jest przejść do podejścia Voldemorta? Przecież on wierzył dokładnie w to samo, co każdy inny czarodziej "czarodzieje są lepsi". Lepsi niż skrzaty domowe, olbrzymy, centaury i mugole. Całkiem naturalnym jest pytanie siebie dlaczego w takim razie czarodzieje muszą się ukrywać? I dlaczego lepsza grupa nie miałaby rządzić całą resztą?

I nie twierdzę tutaj, że Voldemort miał rację, tylko że był produktem sposobu myślenia czarodziejów, głęboko zakorzenionego w ich kulturze i sposobie myślenia.

niedziela, 13 maja 2018

Jak zostałam Mistrzem - czyli o graniu w RPG



Dzisiaj chciałam opowiedzieć o swoim (dość niewielkim doświadczeniu) w graniu w RPGi.
Moja przygoda zaczęła się kilka lat temu, kiedy koleżanka pierwszy raz powiedziała mi, że jest coś takiego jak gra, gdzie się wymyśla postać i ją odgywa i rzuca kostkami. Przez następne kilka lat bez skutku usiłowałam znaleźć drużynę i mistrza gry (z kilkoma dość krótkimi przygodami podczas konwentów, gdzie udało mi się zagrać). Ale los się do mnie uśmiechnął, kiedy zapisałam się do Śląskiego klubu fantastyki (wtedy jeszcze, będąc zainteresowana głównie sekcją literacką). Zapisanie się do klubu ułatwiło mi życie na kilka sposobów. Po pierwsze, okazało się, że tam są ludzie którzy wiedzą jak prowadzić grę i też chcą zagrać. Po drugie, tam są podręczniki. Pierwszy raz zagrałam dłuższą kampanię na systemie Gry o tron. Wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałam jak właściwie sesja RPG działa (okazuje się, że bardzo istotnym jej elementem są ciasteczka) i jak właściwie tworzy się postać i że NPCom nie należy ufać. I czasem NPCów trzeba zabijać. W efekcie grałam dość snobistyczną arystokratką, nieoficjalnie dziedziczką dwóch fortun, nie mającą bladego pojęcia jak trzymać miecz w ręce (to nie była mądra decyzja). Drużyna też nie należała do specjalnie zgranych, w efekcie czego 90% sesji stanowiło kłócenie się naszych postaci o najgłupsze rzeczy (np. ile powinniśmy zapłacić wieśniakowi za informacje) w efekcie czego 2/3 drużyny zginęły marnie.

Następną sesją w jaką miałam okazję grać były Gwiezde wojny. Wtedy graliśmy jako agenci imperialnych służb bezpieczeństwa. Bardzo niekompetentni i bardzo niezgrani, przez co wysadziliśmy się w powietrze usiłująć zmienić karierę i ukraść statek kosmiczny. Ale świetnie się przy tym bawiliśmy (jeszcze jakby ktokolwiek wiedział jak się statkiem kosmicznym lata...)

Potem bardzo chciałam zagrać w coś w klimatach fantasy. Np. D&D. Całkiem sporo osób też chciało zagrać. Ale nikt nie chciał prowadzić. Ostatecznie podjęłam decyzję. "Nie mam bladego pojęcia co robię, ale może nikt nie zauważy" pomyślałam, wypożyczyłam podręcznik, zebrałam graczy i poprowadziłam sesję. Gracze przeżyli. Potwory nie bardzo. Przy następnej sesji już wiedziałam co robię. Gracze znowu przeżyli, a potwory nie bardzo. Po kilku miesiącach uznałam, że chyba wiem co robię. W końcu gracze uparcie pokonywali wszystko co im rzuciłam.

Przepełniona pewnością siebie, zebrałam drugą drużynę. Tym razem akcję umieściłam w waterdeep. Zachwycona byłam już przy tworzeniu postaci, kiedy przyszedł pomysł hobbita zaklinacza z wielkim kotem jako chowańcem. Kot dostał swoją własną kartę postaci. Oraz kapłankę nowopowstającego kościoła, latającego potwora spagetti. Wyjątkowo zdziwiłam się kiedy nagle okazało się, że mając innych graczy sesja też wygląda zupełnie inaczej. Nagle ubijanie potworów przestało być tak istotne (częściowo dlatego, ze odkryłam, że szczur potrafi być bardzo groźny dla pierwszopoziomowego gracza) i byłam autentycznie zachwycona obserwując, jak bohaterowie rozmawiają między sobą, planują, dyskutują i odgrywają swoje postaci. Nagle okazało się że kostki to tylko dodatek i że właściwie to potworów też nie bardzo muszę rzucać (przyznam, że nawet obiecałam graczom, że walk nie będzie dużo bo prowadząc zdecydowanie wolę myśleć o fabule niż o walce).
Jednocześnie widzę, jak dużo jeszcze muszę się nauczyć: na przykład lepszego rozplanowania misji, lepszego tworzenia enpeców. Cennika (okazuje się, że jeśli gracze prowadzą karczmę to mają wydatki), integrowania drużyny (większość moich graczy ma równie małe doświaczenie jak ja, więc wydaje mi się, że to jakie relacje panują w durużynie i między graczami jest też efektem działań mistrza gry).

Osobiście zachęcam każdego do szukania właściwych drużyn i może samemu poprowadzenia.




Ps.
Macie może jakieś doświadczenia w graniu albo prowadzeniu sesji RPG?

sobota, 12 maja 2018

Pięć rzeczy obecne w każdej teen dramie



Przyznam, że czasem całkiem lubię obejrzeć teen-dramę. Nawet trwam uparcie przy drugim sezonie Riverdale. Jednak trudno nie dostrzec, pewnych powtarzających się motywów, wspólnych dla większości produkcji młodzieżowych. I tak zastanawiając się nad tym postanowiłam ułożyć listę pięciu, powtarzających się motywów, które mnie irytują.


Po pierwsze: wiek aktorów.

Wiem, że zatrudnianie dorosłych aktorów do roli nastolatków jest bardzo popularne i czasem niezbędne do nakręcenia pewnych scen. Jednak często sprawia to dla mnie problem, bo aktorzy... nie wyglądają na nastolatków i trudno jest zrozumieć rodzica, który bohatera jak dziecko, którym bohater jest, kiedy bohater na dziecko ni jak nie wygląda.

Po drugie: Gdzie są dorośli?
Teen-dramy uwielbiają zapominać o istnieniu rodziców. A jeśli dorośli już w serialach się pojawiają, to najczęściej są bezradni, niekompetentni i zajmują się głównie utrudnianiem bohaterom życia.




Po trzecie: cheerleaderki.
Z jakiegoś powodu, żadne amerykańskie liceum nie może się obejść bez wrednych cheerleaderek i głupich (często równie wrednych) sportowców, którzy są szczytem szkolnej drabiny społecznej. W sumie to chciałabym zobaczyć serial w którym będzie wredne i snobistyczne kółko literackie, a chearliderki będą w gruncie rzeczy miłymi dziewczynami, które lubią tańczyć.




Po czwarte:
Wielkie romanse. Seriale młodzieżowe dużą część swojej uwagi skupiają na romansach, najczęściej wielkich, czasem zakazanych, a już na pewno bardzo skomplikowanych, bo serial nie działałby gdyby bohaterowie się poznali i zaczęli się umawiać. W serialu bohaterowie muszą być zakochani, czasem z wzajemnością, czasem cierpieć z powodu miłości nieodwzajemnionej, ale jeśli bohater nie jest w kimś zakochany, to najprawdopodobniej jest bohaterem dziesiątoplanowym




Po piąte: pieniądze
Bohaterowie teen dram nie są biedni. Nawet jeśli utrzymują, że są bo mają tylko trzypokojowe mieszkanie a nie willę z prywatnym basenem i armią służących, to na ogół nie mają problemu z brakiem pieniędzy na codzienne wydatki. Chociaż tu specjalne zdziwienie budzą te popularne dzieciaki, których stać na zorganizowanie imprezy, na którą zaproszą całą szkołę (poza głównym bohaterem/bohaterką, bo przecież popularne dzieciaki w produkcjach młodzierzowych są ZŁE)




To byłyby wszystkie moje przykłady. A może Wy macie jakieś wątki które was irytują albo nudzą?

czwartek, 10 maja 2018

Stałość w kosmosie, czyli kto może nie wrócić w Avengers 4?



Ostatnio wszyscy przeżywamy Infinity war. Nikt, kto oglądał trailery nie spodziewał się przecież, że Thanos w tym filmie osiągnie swój cel. A nawet jeśli, to nikt nie pomyślałby, że razem z połową wszechświata zdezintegruje się połowa superbohaterów. W końcu bohaterowie nie giną prawda? Przynajmniej nie na długo.
Jednocześnie ja pamiętam, że Infinity war miało mieć pierwotnie dwie części, i podejrzewam, że nawet jeśli następni Avengersi będą mieć inny tytuł, to bohaterowie będą starać się odkręcić to co zrobił Thanos w tej części.
Dlatego dla mnie o wiele ciekawszym pytaniem jest to, kto pozostanie martwy. Sama żywię silne przekonanie, że wszyscy bohaterowie którzy rozpadli się przez użycie rękawicy wrócą. W końcu MCU nie pozbyłoby się Spider-mana, którego dopiero co wprowadziło. Tak naprawdę poważne wątpliwości mam co do postaci, które zginęły w procesie zdobywania kamieni.
Jako pierwszy, zginął Loki zabity przez Thanosa. Wielu ludzi podejrzewało że on zginie w tym filmie, bo MCU nie ma na niego pomysłu. Osobiście mam z tym problem. Przede wszystkim Loki znany jest z tego że już mu się zdarzyło umrzeć i stan ten nie trzymał mu się zbyt długo. Poza tym jego śmierć w filmie była taka prosta i nieco bez sensowna. Dlatego podejrzewam, że może się okazać, że znowu nie jest tak martwy jak widzom początkowo się wydawało i wróci z jakimś nowym asem w rękawie.

Drugim kandydatem, a raczej kandydatką do zostania martwą jest Gammora, która została przez Thanosa poświęcona w celu zdobycia kamienia duszy. Mam wrażenie, że ona ma największe szanse nie być wskrzeszoną w żaden sposób. Po pierwsze dlatego, że większość jej wątku w Strażnikach Galaktyki sprowadzała się do jej związku z Thanosem - który zostanie pokonany w następnych Avengersach - albo związku ze strażnikami galaktyki i tak zwanym Star Lordem, gdzie można ją zastąpić na przykład Nebulą. Po drugie wydaje mi się, że jednak złożenie kogoś w ofierze nie powinno być czymś prostym do odkręcenia.

Ostatni na mojej liście jest Vision. Z nim mam pewien problem: z jednej strony, tak naprawdę zginął zabity przez Scarlet Witch, a nie Thanosa (a nawet jeśli, to poprzez odebranie mu kamienia), ale z drugiej Vision był robotem i większość jego tożsamości została skopiowana przez Shuri, zanim zginął. Dlatego można podejrzewać, że bohaterowie spróbują go odbudować, możliwe że bez kamienia nieskończoności w głowie, co usunęło by problem scenarzystom, którzy musieliby się mierzyć z tym, jak wykorzystać niemal wszechpotężnego robota, nie odbierając przy tym pracy innym bohaterom.

To byłoby na tyle moich przemyśleń na temat tego kogo nie wskrzeszą w Avengers 4. Ale może wy macie jakichś bohaterów których bardzo chcielibyście, żeby zostali przywróceni? Albo bohaterów którzy powinni zostać martwi bo światu superbohaterskiemu byłoby bez nich lepiej?

wtorek, 8 maja 2018



Nie tak dawno skończyłam pożerać cały sezon serialu Good Wife. Wydawałoby się, że to serial idealny dla mnie: mamy wątki polityczne, cotygodniowe rozprawy na sali sądowej i do tego trochę wątków obyczajowych. I chyba serial był jednak dobry skoro obejrzałam wszystkie siedem sezonów. A jednak chciałabym ponarzekać na kilka rzeczy, które jednak mnie w nim irytowały.

1. Cary Agos.

Wydawałoby się, że jako widz powinnam go lubić. Przystojny, pewny siebie, w sumie jednak sprytny... A jednak ten bohater irytował mnie od pierwszego sezonu. Najpierw uparcie usiłując umówić się z Khalindą - śledczym firmy - która za każdym razem wyrażała jasno swoje niezainteresowanie. Ten wątek powinien się skończyć pozwem o molestowanie, a nie jako początek wątku romantycznego.




2. Khalinda i jej mąż.Otóż w którymś momencie scenarzystom skończyły się pomysły na wątki prawnicze i śledcze, więc uznali, że serial potrzebuje Khalindy Ninja i męża psychopaty. Poświęcając cały sezon na na zmianę, walkę Khalindy z mężem od którego uciekła, a który teraz ją znalazł, albo w łóżku z rzekomym mężem, albo w łóżku z jakąś kobietą. Co prowadzi do punktu trzeciego:




3. Khalinda i seks.
Od pierwszego sezonu widać, że Khalinda flirtuje z ludźmi od których usiłuje wydobyć informacje. Ale z czasem problem narasta. Okazuje się bowiem, że bohaterka sypia zarówno z mężczyznami jak i kobietami. I wątek ten został potraktowany okropnie. Z męskich partnerów dano jej męża - psychopatę, oraz Cary'ego, z żeńskich - agentkę Delaney, z którą nie rzadko sypiała, żeby wyciągnąć od niej jakieś informacje.




4. Dobrzy bohaterowie robiący złe rzeczy
Teoretycznie pracowników firmy Lockhart Gardner widz powinien lubić. Problem polega na tym, że trudno jest bohaterów, którzy sypiają ze swoimi podwładnymi, łamią prawo, albo łamią prawo, żeby się wykręcić od oskarżeń o złamanie innego prawa. Albo odchodzący z firmy żeby założyć własną i podkradającymi klientów firmie dla której wcześniej pracowali. To jest co najmniej nieetyczne.




5. Zmiany nigdy nie trwają długo
Czasem wydaje się że bohaterowie serialu podejmują jakieś życiowe decyzje: na przykład podjęcie pracy w prokuraturze, albo odejście z Lockhart Gardner, żeby założyć własną firmę. Tylko że ostateczne te decyzje nie mają większego znaczenia, bo bohaterowie i tak wracają do tego samego budynku i pracują w niemal niezmienionym składzie osobowym. I tak, aż do ostatniego sezonu.




6. Alicia Florrick

Główna Bohaterka serialu. Zaczyna jako trochę nijaka bohaterka, która pracę dostała dzięki znajomości. Owszem zdolna prawniczka, która potrzebowała kogoś żeby dał jej szansę rozwinąć skrzydła po trzynastoletnim urlopie macierzyńskim, jest trochę żoną cierpiącą przez zdradę męża i to, że stała się ulubionym tematem do rozmów, trochę żoną robiącą dobrą minę do złej gry, udając, że w dalszym ciągu go wspiera. Później jej relacje robią się bardziej skomplikowane. Raz znajduje sobie inny obiekt zakochania, raz wraca do męża usiłując odbudować małżeństwo, potem decyduje się utrzymywać tylko pozory małżeństwa. A do tego pije. Z każdym sezonem coraz więcej. Niestety nie doczekałam się momentu, w którym zdecydowałaby się wybrać na spotkanie grupy anonimowych alkoholików.




Jednocześnie serial miał swoje lepsze strony. Do nich zaliczyłabym postać Diane Lockhart, która od pierwszego odcinka jest zdecydowaną, dobrą, prawniczką. I chociaż ma bardzo silne poglądy polityczne, nie przeszkadza jej to zaciekle bronić ludzi z którymi się nie zgadza.

Dodatkowo trudno jest nie polubić Eli'a Golda i jego córki Marissy, którzy może wprowadzają nieco komizmu do serialu, ale jednocześnie Eli jest kompetentnym szefem kampanii, zawsze potrafiącym opanować sytuację. Dodatkowo chociaż jego praca polega na manipulowaniu opinią publiczną, i właściwie zdarza mu się wykraczać poza granice prawa, to ten typ zachowania przynajmniej do niego psauje.

Po trzecie NSA. W momencie kiedy pojawiają się w serialu jakoś robi się on bardziej pogodny. Przeuroczy ludzie słuchają może i wszystkich rozmów bohaterów zarówno służbowych jak i intymnych, a przy tym żartują sobie i przesyłają filmiki z kozami.



I to byłoby na tyle moich przemyśleń na temat serialu. Jeśli macie jakieś jeszcze przemyślenia na ten temat (coś innego wam się nie spodobało, albo nie zgadzacie się z moim narzekaniem na niektóre wątki) zapraszam do podzielenia się tym w komentarzach.

poniedziałek, 7 maja 2018

Pięć klasycznych seriali o nadprzyrodzonych śledztwach




Dzisiaj naszła mnie ochota na obejrzenie jakiegoś serialu. A potem zaczęłam sobie przypominać tytuły seriali które już oglądałam i postanowiłam zrobić listę: seriali które widziałam i są poświęcone cotygodniowemu zabijaniu demona.
Wszystkie te seriale są bardzo popularne i możliwe, że już je widzieliście, ale jeśli nie, to polecam spróbować.


1. Supernatural
Serial, który stawiłam jako wzór dla moich poszukiwań. W każdym odcinku jest śmierć spowodowana przez istotę nadprzyrodzoną, a bohaterowie muszą odkryć co to za istota i jak się jej pozbyć. Jednocześnie punktem wyjścia dla serialu jest ponowne spotkanie braci Winchesterów - Sama i Deana - którzy chcą odnaleźć swojego ojca i przy okazji utłuc demona który zabił ich matkę.
Serial niesamowicie popularny i ma już trzynaście sezonów, z których ja oglądałam cztery. Może pięć. I wyrywkowe odcinki z późniejszych sezonów.




2. Buffy - Pogromca Wampirów

Na tym serialu praktycznie się wychowałam. Główna bohaterka, Buffy, jest sobie nastolatką, chodzi do liceum, a wieczorami zabija wampiry i inne nadprzyrodzone stwory które wejdą jej w drogę. A dodatkowo miasteczko w którym mieszka znajduje się na bramie do piekieł.

Serial może ma już swoje lata i część efektów specjalnych może się wydawać komiczna, ale jest też dość ciekawą opowieścią o dorastaniu w nietypowych warunkach. Dodatkowo Buffy poznajemy już kiedy jest wytrenowanym zabójcą wampirów co pozwala pozbyć się często obecnego w opowieściach o "wybrańcach" wątku uczenia się rzeczy szybciej niż normalny człowiek.



3. Charmed ("Czarodziejki")
Kolejny dość stary serial na liście, tym razem sięgający po wiccańskie tradycje. Trzy siostry wracają do rodzinnego domu po śmierci swojej babci. Na strychu znajdują magiczną księgę, a następnego dnia odkrywają, że mają magiczne zdolności, i na świecie są demony, które bardzo chcą się ich pozbyć. I tak po raz kolejny co tydzień dostajemy jednego demona nasłanego na bohaterki, które usiłują sobie poukładać życie (albo przynajmniej mieć źródło dochodów. Okazuje się że regularne ataki demonów nie sprzyjają utrzymaniu stałego źródła zatrudnienia) i znaleźć się w roli czarownic.



4. Grimm

Ten serial jest relatywnie nowy, nie dawno zakończył się po sześciu sezonach. Tu punktem wyjścia jest Nick Burkhart, policjant, który widzi Wesseny - pół-ludzi pół-zwierzęta (albo różne mityczne stwory). Jak to w serialach bywa, każde morderstwo, które bada Nick, okazuje się być popełnione przez jakiegoś wessena. Dodatkowo bohater usiłuje się odnaleźć w świecie wessenów (który jest dla niego nowością) i ogarnąć o co chodzi z dziwnym kluczem, który zostawiła mu ciotka.




5. X-Files ("Z archiwum X)
Chyba najbardziej klasyczny a jednocześnie najbardziej różnorodny serial na tej liście. Bohaterowie - agenci Moulder i Scully z FBI - pracują w tytułowym Archiwum X, gdzie zajmują się tropieniem dziwnych i niewyjaśnionych spraw. Czasem związanych z duchami, czasem z kosmitami, ale każdy odcinek zawiera śledztwo, próbę zidentyfikowania i eliminacji problemu oraz wniosek, najczęściej "wcale nie jesteśmy pewni czy to co widzieliśmy rzeczywiście było czymś nadprzyrodzonym".

To by było na tyle z mojej listy. Jeśli ktoś widział podobne seriale (szczególnie fantasy, szukamy demona na odcinek) to dajcie znać w komentarzach.