wtorek, 24 kwietnia 2018

O podróżach w czasie w serialach - narzekania na Legends of Tommorow i Timeless


Przyznaję, że lubię seriale o podróżach w czasie (przynajmniej częściowo dlatego, że praktycznie wychowałam się na doktorze who) i oglądam ich sporo. Jednocześnie trudno mi jest nie zauważyć, pewnych przewijających się przez nie wątków. Na przykład to, jak wszyscy bardzo się martwią czy nie zabiją swojego dziadka, albo nie zmienią historii za bardzo. Kiedy główny zły i tak to robi. Jednocześnie troska bohaterów dotyczy jedynie ich bezpośrednich przodków, a seriale nie mają zwyczaju się zastanawiać czy przypadkowy paź, który w XIII wieku został zabity przez wrogów głównych bohaterów, nie miał przypadkiem zostać ojcem matki ojca jakiegoś wielkiego reformatora w wieku XV. Jednocześnie seriale nie zwracają uwagi na konsekwencje tego, że uratowanie ludzi może mieć równie tragiczne konsekwencje dla czasu jak czyjaś śmierć. Nikt też nie zastanawia się, czy historia aby na pewno jest warta tego żeby ją chronić przed zmianami.
Można powiedzieć, że trzeci sezon Legends of tomorrow zastanawiał się nad tym, czy chronienie historii jest tego warte, szczególnie jeśli jest ona dla kogoś bolesna, ale było to dość egoistyczne zastanawianie się nad historią jednostki (w tym wypadku Sary), które może być zdecydowwanie bardziej skomplikowane w wypadku całego świata - w końcu dlaczego nie mielibyśmy zapobiec wojnom jeśli mielibyśmy taką możliwość?
Seriale zdają się nie lubić zmian w historii świata, nawet jeśli te powinny w jakiś sposób nastąpić - owszem, w Timeless reszta świata pamięta dodatkową książkę o Bondzie, albo znikają polowania na czarownice, jednak nie wpływa to w żaden sposób na resztę historii. Jednocześnie zmiana linii czasowej daje scenarzystom wygodną okazję do dodawania i pozbywania się bohaterów, kiedy tylko jest im to wygodne - wystarczy wyjaśnić, że bohaterowie odrobinę zmienili czas. Tak w Timeless pojawia się i znika żona jednego z bohaterów, w Legends of tomorrow bohaterowie wracają zza grobu, jeśli tylko przyprowadzą ich wersje sprzed podróży w czasie i nikt właściwie nie przejmuje się śmiercią bohatera, skoro nie jest to stan permanentny (ale to już jest materiał na osobne rozważania).
Inna sprawa, uderzyła mnie dość mocno przy najnowszym sezonie Legends of tomorrow. Serial stara się nas od pierwszego sezonu przekonać, że bohaterowie nie powinni brać udziału w wydarzeniach, w których już raz brali udział. I szukają artefaktu, który znaleźli pod Sommą w roku w którym toczyła się tam bitwa w trakcie pierwszej wojny światowej, a potem stracili go razem z potężną włócznią i wracali do tego samego czasu, żeby to odwrócić. Artefakt w tym miejscu musiał się znajdować od dobrych kilku wieków. Dlatego trudno mi nie zastanawiać się, dlaczego bohaterowie zamiast wskakiwać w środek wojny światowej nie cofnęli się o jakieś stulecie wcześniej, przekopali w okolicy i nie znaleźli właściwego artefaktu? Rzeczy umieszczone w świecie w jakimś punkcie w czasie na ogół nie są tam zablokowane i zostają też w innych wiekach. Dlatego równie dziwne wydawało mi się rozrzucenie kawałków Włóczni Przeznaczenia po różnych epokach, skoro i tak musi dojść do punktu w czasie, kiedy wszystkie cztery kawałki będą istniały w świecie równocześnie. A jednak bohaterowie i ich przeciwnicy musieli skakać do dokładnie tego samego czasu.
Tutaj mniej pytań stawia przed widzem Timeless, bo bohaterowie nie znają planu swoich wrogów i muszą śledzić ich w konkretne epoki, żeby pokrzyżować im plany.

To byłoby na tyle moich przemyśleń na temat podróży w czasie i seriali (I tak wszyscy kochamy doktora who, który ani przez chwilę nie martwi się tym czy jego decyzje nie spowodują paradoksów). W dużej części jak zwykle to tylko moje marudzenie, ale jakby ktoś miał podobne przemyślenia, albo uwagi to zapraszam do podzielenia się opinią w komentarzach. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz