czwartek, 26 kwietnia 2018

Crazy ex-Girlfriend, przemyślenia po trzecim sezonie



W ciągu ostatnich kilku lat, chyba najdziwniejszym serialem jaki miałam okazję oglądać było Crazy ex-girlfriend. Serial jest musicalem i komedią romantyczną. Główna bohaterka - Rebecca Bunch - zaczyna jako zestresowana prawniczka z Nowego Jorku, która po spotkaniu swojego byłego chłopaka postanawia się przeprowadzić do małej miejscowości w Kalifornii i przy okazji chłopaka odzyskać.
Od tego momentu czekają widza trzy (z czwartym w drodze) sezony absurdalnych piosenek i wstydzenia się za bohaterkę, która stalkuje swojego byłego chłopaka i robi wszystko, żeby robić jego aktualny związek.
Jednocześnie serial z każdym sezonem zaczyna mieć coraz poważniejszy ton. Pod płaszczem lekkiej i absurdalnej komedii obserwujemy jak bohaterka się rozwija i rozlicza z traumami z dzieciństwa - opuszczeniem przez ojca, kontrolującą matkę, nieumiejętością nawiązywania relacji, a w trzecim sezonie godzi się ze swoimi problemami psychicznymi i zaczyna brać udział w terapii.

Trzeci sezon stanowi ogólnie punkt kulminacyjny w rozwoju bohaterki. Ostatecznie kończy swój związek z Joshem, odcina się od matki, zostaje właściwie zdiagnozowana, uczęszcza na terapię, usiłuje budować nowy, zdrowy związek, a ostatecznie... ląduje w więzieniu. A przynajmniej uświadamia sobie to, jak istotne jest wzięcie odpowiedzialności za własne czyny.

Jednocześnie serial bardzo stara się zachować swój komediowy klimat, w tym sezonie bardzo ładnie nawiązując do Piędziesięciu twarzy Greya przy budowaniu romansu między Rebeccą a jej szefem Nathanielem Plimtonem III.
Poza tym, chciałabym serial pochwalić za różnorodność obsady. Główna bohaterka, jest ładna, ale jednocześnie niska i okrągła. Nie gruba, ale zdecydowanie nie z figurą hollywoodzkiej gwiazdy. Jej pierwsza przyjaciółka i jej mąż są wyraźnie szerocy, pierwszy były chłopak Rebecci jest Filipińczykiem, a jego dziewczyna latynoską, a druga z istotnych bohaterek serialu Heather - ciemnoskóra. Do tego serial ma bohaterów reprezentujących różne orientacje i każdy z nich dostaje swój własny wątek (właściwie to dwóch bohaterów, którzy mają wątek wspólny).

Przy tym wątku chciałam się na chwilę zatrzymać. Zaczyna się dobrze. Darryl, szef Rebecci najpierw orientuje się, że jest biseksualny i zaczyna się umawiać z Białym Joshem (gejem). W trzecim sezonie związek bardzo ładnie zaczyna się rozpadać kiedy okazuje się, że bohaterowie mają różne oczekiwania od życia. Ostatecznie się rozchodzą i tu seria zaczyna robić się irytujący. Darryl chce dziecko. Zgłasza się do kliniki, żeby spróbować zapłodnienia invitro, ale nie potrafi znaleźć właściwej matki, aż ostatecznie Rebecca ofiaruje swoje DNA, a Heather zgadza się dziecko urodzić. I nikt nie przemyślał tej decyzji. Ani Darryl, nie zastanawiał się jak wychowa dziecko skoro jest sam, ani Rebecca, że nie powinna odstawiać leków, ani Heather, że dziewięć miesięcy noszenia ciąży to dużo. Szczególnie cudzej ciąży. A potem to dziecko trzeba urodzić. Nikt też nie próbował nawet sugerować zwykłej adopcji.

Jednak mimo wszystko bardzo lubię ten serial i polecam spróbować go obejrzeć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz